piątek, 2 stycznia 2015

XV

Czeeeeść!
Witam Was w nowym roku wraz z nowym rozdziałem.
Mam nadzieję, że zaliczyłyście jakąś szaloną imprezę albo (tak jak ja) przynajmniej siedziałyście w ciepłym domku w otoczeniu rodzinki. (tak do 3:30, potem moja wyobraźnia zaserwowała mi dziką imprezę z wyimaginowanym chłopakiem, który caaaałkowitym przypadkiem miał górę tatuaży, szerokie bary i kręcone brązowe włosy :P)
...eeee.... tak...
wracając do sedna... 
myślę, że jak uda mi się skończyć rozdział na ATC (w sensie drugiego bloga) myślę, że będę miała niespodziankę :D
ale na razie: czytajcie ^^

___________________________________________________________________


Całą resztę soboty i niedzielę w domu panowała względna cisza. Nasze rozmowy, na pozór normalne, ograniczały się jednak do bardzo prozaicznych i ogólnych tematów. Właściwie sama, poza posiłkami, uciekałam przed wzrokiem rodziny do mojego pokoju. Czułam się w tej sytuacji niekomfortowo i ,mimo, że nikt nie wyrzucał mi niczego, ani nie chodził wkurzony, to jakoś podskórnie czułam w domu napięcie. Z jednej strony chciałam, żeby ta cała sytuacja przeszła bez echa, tak, żebym mogła bez wahania wejść do pokoju bliźniaków i zacząć ich męczyć o byle co. Z drugiej jednak strony, jak już powiedziałam co leży mi na sercu, miałam nadzieję, że przynajmniej mama w końcu przyzna mojemu rozumowaniu trochę racji i da mi spokój albo przynajmniej się nad tym zastanowi. Ale w domu zapanowało nietypowe zawieszenie. To było takie dziwne. Nie pamiętam takich sytuacji. Nawet jeśli coś było nie w porządku, to była wina któregoś z chłopaków, więc nie odczuwałam tego aż tak. Zwykle przychodziłam do nich, próbując ich pocieszyć, albo szłam do mamy starając się ją trochę ułagodzić. I zawsze jakoś to było, ale teraz... Nigdy nie myślałam, że będę aż tak zainteresowana poniedziałkiem. Jestem zdecydowanie typem człowieka, który przez cały tydzień jęczy, że chce już piątek po południu. Teraz myślałam tylko o tym, żeby wyjść z domu mając nadzieję, że jak przyjdę z powrotem wszystko wróci do normy. Właściwie to miałam takie dziwne przeświadczenie, że coś poszło nie tak od kiedy w domu pojawiła się ta nieszczęsna kurtka i chyba po cichu liczyłam na to, że gdy tylko się jej pozbędę, magicznym sposobem sytuacja wróci do normy.

***

W poniedziałek rano, o dziwo, udało mi się wstać chwilę wcześniej, więc gdy mama zajrzała do pokoju, akurat byłam w łazience, dzięki czemu moja poranna rozmowa z nią ograniczyła się do odkrzyknięcia zza drzwi, że wstałam. Gdy już udało mi się ogarnąć i zjeść śniadanie, wróciłam do pokoju, chcąc zaczekać na przyjście Lexi. Liczyłam, że dziewczyna poradzi mi co zrobić z kurtką. Miałam w związku z nią dylemat, bo nie mogłam paradować z nią po domu, bo na pewno padłoby pytanie skąd się wzięła. Z drugiej jednak strony nie chciałam wepchnąć jej do torby, bo bałam się, że będzie potem wyglądać jak wyciągnięta psu z gardła. Droga do szkoły była niestety dłuższa niż ode mnie do Lex, a w dodatku nie miałam pewności czy od razu znajdę chłopaka. Harry wciąż był dla mnie wkurzający, ale to nie znaczyło, że mam zamiar niszczyć jego rzeczy. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Wyszłam z pokoju i stanęłam na szczycie schodów. Wiedziałam, że ktoś otworzy Lexi, a za najbardziej prawdopodobnego kandydata uważałam...
- Cześć Charlie. - Usłyszałam głos przyjaciółki, którą po chwili zauważyłam w korytarzu. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy popatrzyłam na tą dwójkę. Naprawdę ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego Charlie jeszcze nigdzie nie zaprosił Lexi. Przecież oni tak na siebie patrzą...
- Gdzie Iv?
- Pewnie grzebie się na górze, zaczekaj zawołam ją... - Powiedział chłopak, ale go uprzedziłam.
- Lex... Chodź do mnie, musisz mi pomóc w decyzji... - Zajęczałam, wciąż myśląc o kurtce.
Dziewczyna zaraz wbiegła po schodach i po chwili obie stałyśmy nad skórzanym okryciem.
- Przyśniło ci się coś ciekawego przynajmniej? - Uśmiechnęła się zadowolona rzucając na mnie okiem.
- Tak. Jak duszę tego idiotę jego własną kurtką. - Mruknęłam bez entuzjazmu. Nie zamierzałam się wcale przyznawać ani prze nią ani przed sobą, że nawet trochę się przyzwyczaiłam do tego specyficznego zapachu, który zdawał się być moim jedynym pocieszeniem przez cały weekend. Nie... stop. Powiedziałam pocieszeniem? Chodziło mi oczywiście o rozpraszanie mojej uwagi od tej całej atmosfery w domu. Gdy kładłam się na łóżku zaraz w mojej głowie pojawiał się obraz lokatego idioty, którego mogłam do woli powyzywać i zwymyślać.
- Ivory, dlaczego ty jesteś tak źle do niego nastawiona? Zupełnie jakbyś przejęła nastawienie swoich braci. - Westchnęła.
- A propos moich braci... Myślę, że trzeba wreszcie coś zrobić z Charliem.
Blondynka spojrzała na mnie nie do końca rozumiejąc o co mi chodzi.
- ... bo już po prostu nie mogę patrzeć jak wlepiacie w siebie te maślane oczka... - Uśmiechnęłam się widząc zdziwienie, a potem lekki rumieniec na twarzy dziewczyny. - A teraz powiedz: co mam zrobić z tą cholerą? - Oskarżycielskim gestem wskazałam na kurtkę.
- Schowaj do torby... - Wzruszyła ramionami.
- No ale... pognie się... - Jęknęłam.
- Aż tak ci na niej zależy?
- No nie, ale... Lexi! Nie pomagasz!
- No to weź ją do ręki.
- Może jeszcze mam ją ubrać i wmaszerować do kuchni, żeby wszyscy zobaczyli?
- O matko... Iv... weź ją do ręki, a w razie czego to schowasz się za mną i szybko się stąd ulotnimy.
- Tak? - Zapytałam z nadzieją, że plan dziewczyny jest dobry.
- Tak. Chodź, bo musimy zgarnąć Skye i być trochę przed twoimi braćmi w szkole.
- Wiesz, że to nie będzie takie trudne. Oni zawsze są na ostatnią chwilę...
- Ale jak my zaraz nie wyjdziemy to też będziemy na ostatnią chwilę.

***

- Co to jest? - Zapytała Skye po chwili ukradkowych spojrzeń w moją stronę.
- Tyle zostało z właściciela po tym, jak mnie oddałaś za napakowanego blondyna. - Mruknęłam.
- Właściciela? Masz na myśli czasem to ciacho, które na ciebie leci?
- Chyba spada...
- Wiesz, Iv, to jest etap wyparcia.
- Co?
- No wiesz... twoja świadomość nie chce przyjąć do wiadomości, że ci się podoba, więc... - Zaczęła Lexi, ale jej przerwałam.
- Wcale mi się nie podoba! Jest... jest... wkurzający... - Jęknęłam nie mogąc znaleźć lepszego słowa.
- ...słodki... - Wtrąciła szatynka.
- ...typowy facet... - Warknęłam.
- No i dobrze... faceta ci potrzeba... - Skye uśmiechnęła się na własne słowa.
- Nie rozmawiam z wami!
- No to może idź porozmawiać z nim. - Zdziwiona popatrzyłam na szatynkę, której uśmiech nagle się poszerzył, gdy jej wzrok zatrzymał się na czymś. Weszłyśmy przed chwilą na teren szkoły i właśnie byłyśmy w połowie drogi pomiędzy ogrodzeniem a wejściem do budynku. Zmarszczyłam brwi i podążyłam wzrokiem w kierunku, w którym patrzyła Skye. Na parkingu, oparty o ciemną terenówkę w niezidentyfikowanym bliżej kolorze, gdyż była pokryta w dużej mierze pyłem, a dół karoserii i koła były na dodatek uwalane błotem, stał sobie mój... eee... Harry... stał sobie Harry. Miał na ustach okropny, bezczelnie pewny siebie uśmieszek i najwidoczniej właśnie rozmawiał z bandą swoich koleżków, również zgromadzonych w okolicy samochodu. Chciałam jak najszybciej pozbyć się kurtki, ale gdy tylko zaczęłam wyobrażać sobie możliwe reakcje jego kolegów, zrezygnowałam z wpychania się w ich krąg.
- Dlaczego życie tak się na mnie uwzięło? - Zajęczałam zniechęcona.
- No przecież chciałaś go znaleźć i masz, idealnie na samym wejściu. Oddasz mu kurtkę i po sprawie. - W głosie Skye było słychać zdziwienie moją reakcją.
- Skye... Nie będę wbijała się między jego kumpli. „Cześć, mam tu twoją kurtkę, chyba zapomniałeś jej zabrać ostatniej nocy”? - Zmarszczyłam brwi nadal wpatrując się w uśmiechniętego chłopaka, który nawet nie zdawał sobie sprawy, jak właśnie komplikował mi życie. - Chodźcie, znajdę go na jakiejś przerwie... - Mruknęłam zrezygnowanym tonem, odwracając się w stronę szkoły. Kurtkę bezmyślnie zawiązałam w pasie i powlekłam się do drzwi budynku. Pierwszą naszą lekcją miała być matematyka, której sala jest na samym końcu głównego korytarza, ale na pierwszym piętrze. Szłyśmy powoli, manewrując pomiędzy grupkami uczniów, żeby dostać się do bocznej klatki schodowej, która powinna wyprowadzić nas przed poszukiwaną salę. Właściwie to ja się wlekłam, a dziewczyny liczyłam, że wleką się za mną, bo tak naprawdę byłam trochę zła na nie i zostawiłam je nieco z tyłu. Po chwili usłyszałam ich głosy, co potwierdziło moje nadzieje. Wydawało mi się też, że zachichotały, ale przy takim tłumie ludzi nie miałam pewności czy to one.
- Widzę, że moja skóra stała ci się bardzo bliska. Rozumiem, że kolejnym, który będzie oplatał tak mocno twoje biodra będę ja. - Usłyszałam cichy głos, jakby przeznaczony wyłącznie dla moich uszu. Zatrzymałam się tak nagle, że chłopak zderzył się lekko z moim ramieniem. Ze zmarszczonymi brwiami najpierw spojrzałam w bok na chłopaka, który stał zdecydowanie za blisko i ciągle miał ten bezczelny uśmiech na twarzy, a następnie przeniosłam wzrok na Lexi i Skye, które z niemalże równie bezczelnymi uśmieszkami przypatrywały się mi i temu potworowi.
- Właściwie, to teraz, żeby było fair, ty powinnaś dać mi jakieś swoje ubranie. - Szatyn się wyszczerzył i zanim zdążyłam zareagować chwycił skraj mojej koszulki. - Może to? Wpadnij po lekcjach to znowu się czymś wymienimy, co? - Odsunęłam się krok do tyłu i wytrzeszczyłam na niego oczy. Zajęło mi kilka sekund przypomnienie sobie tego, co miałam zrobić i szybkim ruchem odplątałam kurtkę Harry'ego, którą rzuciłam w stronę chłopaka nie martwiąc się czy ją złapie i jakby nic się nie stało, pomaszerowałam dalej w stronę schodów.
- To znaczy, że wpadniesz? - Usłyszałam jeszcze za sobą jego głos i byłam absolutnie pewna, że chłopak się śmieje. Co za kretyn.

_________________________________________________________________

^^

21 komentarzy:

  1. Ha-ha-ha! Znowu pierwsza ! xD Ja to mam wyczucie haha wygram każdy wyścig (nawet jeśli to nie wyścig) a co do rozdziału to boooski, kochana pięknie piszesz
    ...
    ...
    KOCHAM TEGO BLOGA!!
    Ej! Wszyscy usłyszeli?
    Nie?
    No to powtórzę...
    KOCHAM TEGO BLOGA!!( ciebie też xD )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuuuuuję! ^^
      i ja Ciebie też :*

      Usuń
  2. Boże to jest genialne. Po prostu nie mogę znaleźć słów, żeby to opisać. Powiem tyle, że już kocham to opowiadanie i z nie cierpliwością czekam na następny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę i strasznie Ci dziękuję :D

      Usuń
  3. łał jeden z dłuższych rozdziałów

    Ale sie robi ....coraz ciekawiej

    Szybko pisz kolejny!

    ~cleo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki ^^
      staram się, ale nauka na mnie czyha :P

      Usuń
  4. O cholera, to jest świetne, genialne!! Kolejny znakomity rozdział, aż się ucieszyłam widząc, że jest, co poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :D
      cieszę się, że czytasz ^^

      Usuń
  5. KOCHAM! KOCHAM ! I JESZCZE RAZ KOCHAM ! ♥ Jak dla mnie jeden z najlepszych blogów jakie czytałam ! Kiedy kolejny rodzial ?! ♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa! Dziękuję ^^
      Jak napiszę to sama się dowiem :P
      bo jak na razie ciężko powiedzieć :/

      Usuń
  6. Kochamm to opowiadanie i czekam na dalszą akcje❤ jejuuuu pisz bo nie mogę sie doczekać��

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny !! *.* poprostu sjsjhzhsbshsjdjjs!!! *.* no to teraz musisz dodać kolejny bo ja tu umrę z ciekawości xD hahaha
    Weny ! I zdrówka! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie umieraj !!!
      bo będzie mi smutno :P
      dzięki, będę się starać, ale nie obiecuję kiedy :P

      Usuń
  8. AAAAAAA!!!!!KOCHAM! KOCHAM ! I JESZCZE RAZ KOCHAM ! ♥Ale dałaś czadu z tym rozdziałem aż 3 razy czytałam i nie mogłam sie nasycić nim.Rozdział jak zawsze suuppperr! :) x / Emily

    OdpowiedzUsuń
  9. Napiszę tylko tradycyjny komentarz że rozdział jest świetny i czekam na następny. Akcja sie rozkręca ;o ^^ Cieszę się że chociaż czasami trafiają sie takie ff gdzie jest inna fabuła♥♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :D
      bardzo się cieszę, że czytasz ^^

      Usuń
  10. Ale ze mnie ciolek, ja pierdole. Czasem zastanawiam sie jak mnie przyjęli do pracy...
    Zaczelam czytac od notki i ktos mi przerwal i odlozylam czytanie na później. A pozniej oczywiscie wylaczylam i tyle. Od paru dni zagladam na bloga z ciekawosci czy dodalas cos nowego, patrze nic. No to nic. Ale kiedy zobaczylam ze pod rozdIalem nie ma mojego komentarza to od razu zaswitalo. I przybilam sobie facepalma. Durna istota ze mnie. Ale juz nadrabiam.
    Rozdzial fajny. Uwielbiam czytac to co napiszesz. Ciekawe kiedy Nasz rudzielec, zorientuje sie ze leci na Loczka. Hihi.
    No i kiedy wkoncu Lexi i Charlie sie spikna, bo nie moge sie doczekac :)
    Harry wydaje sie taki wkurzajacy kiedy sie tak zachowuje, ale trzeba mu przyznac ze jest przy tym kurewsko seksowny.
    Kuzwa, szef mi zaraz tel zabierze...
    Sorki za taka zwlake, ale na swoja glupote nic nie poradze. Czekam na nexta i zycze milego weekendu. Pozdrawiam Asiek.
    Bizioole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rudzielcowi jeszcze trochę zajmie zmiana nastawienia, ale właśnie skończyłam pisać rozdział, w którym zacznie coś się dziać jeżeli chodzi o drugą parę :P
      powiedz szefowi, że czytanie rozwija :D
      i że powinien doceniać pracowników, którzy nie są analfabetami, bo coraz mniej ludzi teraz w ogóle czyta ^^
      :*:*:*:*:*

      Usuń
    2. Wlasnie oplulam sobie telefon! Haha
      I juz spadam czytac nowy rozdzial ;)
      Nie ma ludzi, nie ma szefa i Asia jest uśmiechnięta :)
      Ale kiedy sie zjawi powiem mu oczywiscie. Moze w koncu mnie doceni hihi.

      Usuń